Syf na bulwarach, czyli kiedy nauczymy się sprzątać…

Syf na bulwarach, czyli kiedy nauczymy się sprzątać…

Daj zachłannemu palec, to weźmie całą rękę. Zrób nieformalne przyzwolenie na picie alkoholu na bulwarach, to pozostawią po sobie śmieci na ławce na której siedzieli… Nie potrafimy zadbać o to co dostaliśmy lub nam udostępniono. Niestety. Syf na bulwarach po weekendowych wieczorach jest tego dobrym przykładem.

Spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest karane mandatem. Wiadomo. Wiadomo też, że takim miejscem są szczecińskie bulwary (trwają starania o zmiany przepisów odnośnie tego miejsca). Jednak w pewien lipcowy weekend chyba było nieoficjalne „przyzwolenie” aby % spożyć tuż przy nurcie Odry. Niestety dobroduszność służb nie poszła w parze z podziękowaniem od mieszkańców.

Nie poszła, gdyż wiele z imprezujących w piątkową czy sobotnią noc osób, postanowiło kończąc posiadówkę pozostawić po sobie syf – dokładnie w miejscu balangi. Nie pod śmietnikiem parę metrów dalej. Butelki, kubeczki, puszki, folie, papierki, paczki po fajkach – obraz wstydu i rozpaczy, a nie piękno bulwarów. No tak, z samego rana mniej osób to widzi.

A ile z tych odpadów powędrowała do rzeki? Tego nigdy się nie dowiemy…

Ja rozumiem, że miasto w swoich obowiązkach ma sprzątanie części wspólnych. Ja rozumiem, że wiele śmietników mogło być już zapełnionych – ale to wystarczyło postawić śmieci tuż przy nich, a nie na ławkach, trawniku czy w doniczkach. Skończyłeś? Zabierz odpady ze sobą do najbliższego kosza – to zapewne jakieś max 5-10 metrów od twojej aktualnej lokalizacji. Nie musisz zamiatać ławki, zostaw ją w takim stanie żeby następna osoba mogła z niej skorzystać. Tak niewiele.

Wiele osób zostawiło śmieci na bulwarach, ale żadna z nich nie chciałaby ujrzeć odpadów tuż przed swoim lokalem zamieszkania. Dajmy na to, mieszkam w domu jednorodzinnym/bliźniaku/szeregowcu (niepotrzebne skreślić) i przed moimi oknami spotkała się grupka ludzi by troszkę wypić i coś pochrupać przed dalszą zabawą. Wszelkie pozostałości po melanżu zamiast wylądować w koszu, pozostają na środku ulicy tuż na widoku z kuchni czy salonu. Podoba się? Na pewno nie. I każdy by miał głośne i stanowcze oczekiwania by te osoby to uprzątnęły.

A czy jak bym mieszkał w kilku, kilkunastopiętrowym bloku. i Na moim piętrze zebrało się 6 chłopa z transporterem piwa. Popili w ciszy ale całość po sobie zostawili akurat przed moimi drzwiami i niestety kilka butelek się stłukło. No syf, kiła i mogiła. Fajnie? Na pewno nie. Mi by się to nie spodobało i pewnie każdej innej osobie również.

Skoro tak wiele osób bulwersuje zaśmiecanie w miejscu gdzie mieszkają (na dobrą sprawę to każdego to denerwuje), to dlaczego sami robią syf w miejscu publicznym. Skoro wszystkich to niczyje? Ciekawe ile z osób które zostawiły na bulwarach co nie co po sobie, powiedziało chociaż raz „ale mamy syf w tym mieście”. Swoim czynem dołożyły cegiełkę do tego stwierdzenia…

Widocznie kilkanaście kroków do śmietnika to za dużo. A już na pewno na mniejszym bądź większym rauszu czy dla zwyczajnie pijanych królów nocy i księżniczek wieczoru. Najwyraźniej wyrzucenie butelki, puszki czy kubeczka do okrągłego pojemnika to przy znajomych totalny obciach. Oznaka słabości w stadzie. Plama na dumie. Jeszcze by kto zrobił fotę na Instagram i wstyd w całej sieci, bo wyrzucał śmieci…

Jak to jest, że nie potrafimy dbać o wspólną przestrzeń. O miejsce, które ma służyć latami i może stać się wizytówką miasta. Zobaczymy kogoś kto tak postępuje i zamiast pokazać dobry przykład to powielamy działanie. Skoro inni mogą i to robią to ja też. Wystarczyłoby tylko zostawić po sobie miejsce w takim stanie jak je zastaliśmy. Nic więcej. Nic trudnego. Nic skomplikowanego. Chyba…

Miejmy nadzieję, że swoboda konsumpcji nie zostanie szybko ukrócona przez niefrasobliwych baranów zostawiających po sobie syf na bulwarach. Niestety potwierdza się taka prawda, że najbardziej dbamy o to co sami kupiliśmy lub zrobiliśmy, a co dostaliśmy szanujemy z przymrużeniem oka. A wyremontowaną przestrzeń miejską dostaliśmy…

…za nasze pieniądze.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *